Bieliki, moje bieliki...
Jeszcze do niedawna, zobaczyć bielika - to był wyczyn. Dzisiaj praktycznie jest to ptak,
który potrafił się odnaleźć w okresie przemian ustrojowych i spotkanie go, nie graniczy już z cudem.
I dobrze. Bo nie chodzi tu o szpanowanie obserwacjami. Tylko o to, że ten piękny i majestatyczny
zwierz, wtapia się w krajobraz coraz częściej i staje się osiągalny dla wszelkiej maści
amatorów-ornitologów. Znam już kilka stałych miejsc jego występowania i zimowania, i wiem,
że spotkanie go tam, to tylko kwestia czasu. Zwłaszcza ptaki dorosłe są wyjątkowo przywiązane
do swoich rewirów. Młode to oczywiście koczownicze nasienia, które chyba często fruwają dla samej
przyjemności latania. Kto jednak nie zna miejsc występowania bielików, to może się spotkać z nimi
jedynie przypadkiem (z zaskoczenia) lub z bardzo dużej odległości. Bielik bowiem, wyjątkowo
nie toleruje obecności człowieka i na wszelki wypadek woli zachować bezpieczną, myślę, że nie
przesadzę jak powiem - kilkusetmetrową odległość. Wyjątek stanowią czasy głodu, gdy wszelkiej
maści stworzenia skłonne są do większego ryzyka, aby zdobyć coś do papu. Jak bielika poznać?
Nie ma praktycznie większych problemów. Olbrzymi drapieżnik z białym, klinowatym gonem,
dechowatymi skrzydłami, rozczapierzonymi lotkami, siwiejącą głową i szyją. Niektórzy mówią,
że wygląda jakby trzymał cytrynę w dziobie. Bo fakt, że dziobisko ma wielkie i do tego, zwłaszcza
stare ptaki, nieprzyzwoicie żółte. Gdy dołożymy do tego, podobno nawet dwuipółmetrową rozpiętość
skrzydeł, to pojawia się chmura, której z niczym pomylić nie można. Gdzie ich szukać? Stale
widywałem je w tym roku w okolicach Dolistowa, o każdej porze, nawet zimą. Jak już wspominałem,
raz nawet siedziały na olszynach przy moście. Okolice Nowego Dolistowa i starorzecza wroceńskie -
jesienią. Super miejsce, z którego pochodzi większość moich zdjęć, to dolina Narwi za Wizną,
skręt na Rutki. Ptaki od wczesnej wiosny w dużym zagęszczeniu. Młode i stare. Mają tu dużo
pokarmu, wiosenne gęsi, kaczki, tysiące zakochanych w sobie i samiczkach - batalionów
tak zafascynowanych swoim tokowiskiem, że nie dostrzegają jak bieliki uszczuplają ich populację.
Po tokowiskach i przelotach, jedna przynajmniej para obejmuje ten rewir całorocznie.
Przykładem moje ostatnie spotkanie. Wracając już z opisywanej przeze mnie farsy pod nazwą
"Święto koszenia łąk". Natknąłem się na dorosłą parę, która zwisła nade mną jak sępy i
czekała chyba na mój "rozkład" albo na wyłożenie kolacji! Trzeba pamiętać, że poza rybami i
ptactwem wodnym, padlina to podstawowe miamciu dla króla przestworzy.